Papua dzika ledwie odkryta

Indonezyjska część Nowej Gwinei, drugiej co do wielkości wyspy świata, to połowa obszaru niebagatelnego, bo ponad 785 tysięcy kilometrów kwadratowych.  Ta umowna „połowa” (420 tys. km/2) dzieli się jeszcze na dwie indonezyjskie umowne „pod-połowy”, czyli prowincję Papua i Papua Zachodnia.

Indonezyjskie prowincje papuaskie są najmłodszymi w wachlarzu Republiki Indonezji. Do roku 1963 spór o nie toczyła kolonizująca je wcześniej Holandia oraz nowy postkolonialny twór państwowy Indonezja. To właśnie w jej skład weszła po roku 63-cim zachodnia część Nowej Gwinei.

Tak więc dzisiaj od miasta Sorong na wierzchołku półwyspu Ptasia Głowa, aż po Merauke i Jayapurę, powiewa czerwona biała chorągiew a jednostką płatniczą jest indonezyjska rupia.

Turystów przylatujących na Papuę pociąga przede wszystkim przyroda. Już lecąc nad wyspą widzi się z okien samolotu pustynię lasu i dziewicze wstążki licznych rzek, pozbawione jakiejkolwiek ingerencji człowieka.  Jednak obok przyrody a może i nawet ponad nią, nowo gwinejskim magnesem dla turystów, są jej rdzenni wciąż „dzicy” mieszkańcy.

Bramą do Papua jest jej największy ośrodek miejski i stolica prowincji, Jayapura. Kilkusettysięczne miasto posiadające całą gamę urzędów, uniwersytety oraz na przykład najbardziej popularny i utytułowany w ostatnich latach klub piłkarski, wciąż ma niepowtarzalny prowincjonalny wyspiarski klimat.

Niedaleko stołecznego miasta znajduje się najpiękniejsze, największe i najbardziej znane jezioro indonezyjskiej Nowej Gwinei. Jezioro Sentani i rozsiane na nim wysepki, to spora i ciekawa dawka specyficznego rękodzieła, odmiennych typów etnicznych i przepięknych krajobrazów.

Inne przybrzeżne ośrodki miejskie, tak jak na przykład wspomniane wcześniej Merauke, również mają swoje ciekawe miejsca i perełki turystyczne. Tak naprawdę jednak Papua zaczyna się w głębi dzikiego lądu i to tam ciekawość ciągnie najwytrwalszych.

Najbardziej popularnym ośrodkiem, furtką do dzikiej części Papua i Papua Zachodnia, jest niewielka miejscowość Wamena położona w dystrykcie Jayawijaya. To właśnie do  niej docierają wszyscy Ci, których przywodzi na Nową Gwineę „zapach” natury i dzikich górskich plemion. Wamena niczym miasteczko z dzikiego zachodu wyrasta w samym środku nieosiągalnej drogą lądową dziczy interioru.

Okolice Wanemy i Kurimy zamieszkują plemiona pierwotne Dani i Yani , które wciąż jeszcze żyją w rytmie swoich przodków, i chociaż z roku na rok, z miesiąca na miesiąc obszar ich wolnego bytowania się kurczy, wciąż jeszcze spotkać można nagich mężczyzn i kobiety pracujących gdzieś na roli, lub zmierzających na lokalne miejskie targowiska.

A na wszystkich targach ryneczkach i straganach w całej prowincji Papua i Papua Zachodnia, produktem bez którego nie można się obyć jest kultowy Pinang. Mieszanka orzeszków betel i sody jest logotypem Nowej Gwinei. Uśmierzający ból ale również otumaniający Pinang żują dzieci, starci oraz młodzież. Pinang zażywają zarówno kobiety jak i mężczyźni. To niekwestionowana ikona indonezyjskiej części Nowej Gwinei.

Innym endemicznym „wynalazkiem” z którego dumni są Papuasi, jest tak zwany Czerwony Owoc alias Buah Merah Papua. Czerwony owoc, będący podobno cudownym lekiem na wszelkie schorzenia tego świata, staje się coraz bardziej popularny od Nowego Yorku po Kamczatkę. Wyciskany z owoców olej osiąga coraz większe ceny wśród poszukiwaczy produktów medycyny naturalnej.

Skoro już jesteśmy przy produktach naturalnych nie można na koniec nie wspomnieć o Sagu.Mączka drążona z wnętrza palm Sagowca, stanowi podsatwowoy produkt skrobiowy diety dla większości mieszkańców papuaskich prowincji.

Noken to magiczne „coś”, co bezapelacyjnie z Papua kojarzy się naj-najbardziej. Charakterystyczne torby noszone przez kobiety na głowach i ramionach, służące do transportu warzyw, zwierząt oraz dzieci, są znakiem rozpoznawczym indonezyjskiej części tej ogromnej wyspy.

 

Tak samo jak mumie przodków, które szczególnie w górach wokół Wamena, przechowuje się w domach jako relikwie, talizmany i przedmioty kultu. Papuasi dumnie prezentują swoich dziadków Turystom., by po takich prezentacjach wnieść ich ponownie do kurnej swej chaty i dzielić z nią kilka metrów kwadratowych podłogi.

Papua i Papua Zachodnia to jednak przede wszystkim setki, jeżli nie tysiące iście dziewiczych plemion i dziesiątki wymierających języków, jakimi wciaż się posługują lokalni mieszkańcy oraz tysiące przygód jakie czekają każdego, kto zdecydyje się na papuaski tour de Irian.

 

A skoro uda Wam się dotrzeć aż tak daleko, nie szczędźcie rupii na najbardziej dzikie z dzikich plemiona Korowajów, mieszkające w swoich unikalnych, mrożących krew w żyłach, domach na drzewach

Oraz na najpiekniejsze rafy koralowe całej Indonezji. Położone w podwodnym Parku Narodowym Raja Ampat. To one rzucaja na kolana nawet największych twardzieli 🙂

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather